Ponad 100 mln złotych na odszkodowania za hałas. Sytuacja finansowa lotniska Poznań-Ławica to nie tylko efekt pandemii

Autor: A. Karczewska
REKLAMA

Branża lotnicza była jedną z pierwszych, które najbardziej zaczęły odczuwać skutki pandemii koronawirusa. Ogromne straty odnotowują nie tylko linie lotnicze i biura podróży, ale także lotniska na całym świecie. Port na poznańskiej Ławicy znalazł się w dramatycznej sytuacji, w której według prognoz rok zakończy z nawet 30 milionami złotych start. Sytuacja nie byłaby jednak taka zła, gdyby nie konieczność wypłacania odszkodowań za hałas, co od lat wzbudza wiele kontrowersji. Lotnisko wielokrotnie wskazywało na kuriozalne okoliczności w jakich przyznawane są odszkodowania, a mimo to, nawet gdy na niebie próżno było szukać regularnych lotów, pieniądze musiały zostać wypłacone.

O odszkodowaniach za hałas w rejonie poznańskiego lotniska pisaliśmy na naszym portalu wielokrotnie, a temat powraca ze zdwojoną siłą teraz, gdy sytuacja finansowa stała się tam dramatyczna.
 
Port lotniczy na Ławicy istnieje od ponad 100 lat. Gdy około 10 lat temu lotnisko Poznań-Ławica było rozbudowywane w związku z EURO2012 obowiązywały już nowe przepisy dotyczące ustalonego obszaru ograniczonego użytkowania (OOU). Nowelizacja dotyczyła terenów z tzw. „ponadnormatywnym hałasem”. Po zmianie prawa, mieszkańcy mieli najpierw dwa lata na zgłaszanie roszczeń odszkodowawczych, a następnie 10 lat na złożenie pozwu do sądu w tej sprawie.
 
O pieniądze można ubiegać się w dwóch przypadkach: gdy właściciel musi ponieść koszty dostosowania nieruchomości do zachowania odpowiedniego klimatu akustycznego lub gdy wystąpił spadek wartości nieruchomość w związku z występującym hałasem. Jednorazowa wypłata to ok. 60-70 tysięcy złotych, a większość ubiegających się otrzymuje dwa razy więcej, gdy odszkodowanie przyznawane jest za uznanie obu warunków. W ten sposób koszt rozbudowy lotniska na Mistrzostwa Europy w piłce nożnej w 2012 roku cały czas sztucznie rośnie. W ramach zrealizowanych wówczas inwestycji wybudowano nowy terminal, drogę kołowania oraz płyty postojowe dla samolotów, co kosztowało około 260 milionów złotych. Doliczając odszkodowania związane z rozbudową, koszt inwestycji rośnie do ok. 400 milionów złotych.
 
Poznańskie lotnisko samo wnioskowało o ustalenie Obszaru Ograniczonego Użytkowania i nie uchyla się od płacenia odszkodowań, jednak wielokrotnie zwracano uwagę na szereg wątpliwości związanych z wypłatami, a także brakiem rozliczeń dla wypłaconych środków.
 
Zarówno władze lotniska jak i Miasta Poznania od lat wskazują na problem z odpowiednim rozliczeniem środków przekazywanych na dostosowanie nieruchomości do sytuacji akustycznej. Port oferował mieszkańcom wykonanie niezbędnych usług poprzez zaangażowanie profesjonalnych firm budowlanych, które były gotowe wykonać niezbędne w tym zakresie prace. Na takie rozwiązanie nie zgodzili się jednak właściciele nieruchomości, którzy domagali się wypłaty środków finansowych.
 
Tu pojawia się problem, ponieważ po wypłacie funduszy właściciele nie muszą przedstawiać żadnego rozliczenia i faktur dotyczących spożytkowania otrzymanych pieniędzy. W ten sposób nie wiadomo, czy odszkodowanie jest wydawane zgodnie z przeznaczeniem, co budzi sprzeciw władz lotniska i miasta.
 
Prezes Wiatrowski jeszcze w ubiegłym roku wskazywał także na fakt, że zdecydowana większość wybudowanych domów powstała już w czasie, gdy lotnisko istniało w tym samym miejscu, a wbrew głosom właścicieli nieruchomości, wartość działek wzrasta, a nie maleje, podobnie jak zainteresowanie kupnem oraz budowa kolejnych domów i mieszkań.
 
To nie koniec wątpliwości. W ubiegłym roku informowaliśmy o kolejnym problemie, jaki wskazał prezes Wiatrowski. Jak wyjaśnił wówczas, ponad 90% zasądzonych odszkodowań opartych jest na opiniach zaledwie trzech biegłych, choć na liście biegłych sądowych jest ich dostępnych około 60, a na rynku jeszcze więcej. Mariusz Wiatrowski wskazał, że port podliczył czas pracy dwóch z trzech wskazanych biegłych i okazało się, że przy takim „wyniku” wydawanych opinii, jeden musiałby pracować 23, a drugi 10 godzin na dobę, co sprawia, że wydane przez nich analizy nie są wiarygodne. W 2015 roku lotnisko złożyło zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, jednak nie doczekało się rozwiązania w tej sprawie. (więcej na ten temat tutaj)
 
Podczas ubiegłorocznej debaty z udziałem m.in. władz poznańskiego lotniska, okolicznych gmin, Poznania i mieszkańców obszaru wokół lotniska w Poznaniu i Przeźmierowie podkreślono, że choć rocznie Ławica w ostatnich latach obsługiwała ok. 2-2,5 milionów pasażerów, to wartość odszkodowań jest niemal równa tym, które wypłaca warszawskie lotnisko na Okęciu, gdzie rocznie obsługiwanych jest ok. 18 mln pasażerów. (więcej na ten temat pisaliśmy tutaj). Sytuacja jest kuriozalna i ewenementem na skalę kraju.
 
W październiku ubiegłego roku opisywaliśmy sytuację z Gdańska, gdzie sądy zupełnie inaczej niż w Poznaniu rozpatrują problem. Wówczas na 6 wniesionych spraw wyroki na korzyść gdańskiego lotniska zapadały 5-krotnie. Mieszkańcy nie tylko nie otrzymali m.in. około 70, 100, a nawet 170 tysięcy złotych odszkodowania, ale na dodatek muszą ponieść koszty sądowe w wysokości około 6-7 tysięcy złotych.
 
W przypadku gdańskiego lotniska sąd w argumentacji wskazuje m.in. że wytyczenie Obszaru Ograniczonego Użytkowania (OOU) nie oznacza ograniczenia korzystania z nieruchomości, a tym samym nie wpływa na zmniejszenie wartości nieruchomości i nie wywołuje negatywnej reakcji na rynku. Ponadto, w argumentacji wyroku wskazuje się także, że sam hałas, a tym samym sam ruch samolotów nad miastem, nie jest wystarczającym argumentem na uzyskanie odszkodowania. (więcej o sprawie tutaj).
 
Od 2014 roku do tej pory port lotniczy Poznań – Ławica wypłacił już 107 milionów złotych odszkodowań. To zdecydowanie więcej niż cały przychód w 2018 roku, który był bardzo udanym rekordowym pod wieloma względami rokiem dla lotniska.
 
Pandemia koronawirusa, wstrzymanie lotów i ograniczenie możliwości przemieszczania się, a także zmniejszenie ruchu pasażerskiego na lotnisku co przekłada się na działające na terenie portu punkty usługowe i gastronomiczne, sprawiły, że poznańska Ławica jest w dramatycznej sytuacji finansowej.
 
W tym roku według założeń poznański port spodziewał się obsłużenia ponad 2,6 mln pasażerów. Z uwagi na pandemię, ruch jest o wiele mniejszy, a wiele planowanych nowych połączeń nie wystartowało. Co więcej, z uwagi na trudną sytuację linii lotniczych część starych tras nie została ponownie uruchomiona, gdy wznowiono loty międzynarodowe. Nie wiadomo także jakie dalsze „cięcia” będą dokonywane przez przewoźników.
 
Już w kwietniu tego roku pisaliśmy (tutaj)  o tym, że mimo iż na niebie samolotów jest zdecydowanie mniej, a lotnisko każdego dnia odnotowuje straty, to odszkodowania są nadal wydawane na podstawie wcześniejszych decyzji.
 
Prezydent Jaśkowiak wyjaśniał wówczas, że wstępne szacunki uwzględniające koszty utrzymania portu wskazują, że wspólnicy będą musieli dopłacić do funkcjonowania portu około 41 mln złotych. Zaznaczył jednak, że nie wiadomo czy wszystkie strony, a konkretniej PPPL, będzie „chciało uczestniczyć”.
 
Wszyscy wspólnicy zdają sobie sprawę z tego, że sytuacja jest dramatyczna. Zarząd ubiega się o kredytowanie dalszej działalności. Jak wskazał jednak niedawno prezes Wiatrowski, obecnie port obsługuje ok. 30% normalnego ruchu, a to przekłada się na wiarygodność finansową spółki. Jak wskazał, możliwe jest wstrzymanie finansowania przez bank. (więcej tutaj).
 
By uzyskać kredytowanie dalszej działalności, lotnisko musi m.in. wdrożyć program oszczędnościowy, a to przewiduje m.in. redukcję zatrudnienia. Jak wskazują władze portu, a także miasta czy samorządu, wbrew głosom związków zawodowych, nie musi ona wynieść aż 40% załogi. Raczej spodziewane są zwolnienia około 20% pracowników. Mariusz Wiatrowski przyznał, że niektórzy pracownicy sami zaczęli odchodzić z pracy. Zarząd zaproponował również pracownikom ograniczenia wymiaru pracy, na co zgodziła się część załogi.
 
Według szacunków 2020 rok poznańskie lotnisko „zamknie” ze stratą ok. 30 mln złotych. Zdaniem prezydenta Poznania, Jacka Jaśkowiaka, możliwy jest upadek portu w ciągu najbliższego roku, jeśli nie zostaną wprowadzone zdecydowane działania oszczędnościowe, a sytuacja się nie poprawi. Jednocześnie prezydent Poznania wskazuje, że wszyscy zakładają, że do realizacji tak dramatycznego scenariusza nie dojdzie. Podkreśla, jak ważny jest port dla Poznania i regionu pod względem gospodarczym, biznesowym i turystycznym. Jacek Jaśkowiak sytuację z wypłatą odszkodowań dla osób, które wybudowały się w okolicy lotniska, gdy to już istniało nazywa „kuriozum”. Z kolei Mariusz Szpikowski, prezes PPPL sytuację tę określił jako „patologię na niespotykaną w Polsce skalę”.
 
Prezydent Poznania zwrócił się niedawno do rządu z wnioskiem o zmianę przepisów i zawieszenie wypłat odszkodowań. Konieczna jest większa kontrola nad tym, jak wydawane są pieniądze i na jakiej podstawie powstają analizy, na których opierają się sądy w swoich wyrokach.
 
Nie da się ukryć, że sytuacja poznańskiego lotniska w czasie pandemii nie byłaby aż tak dramatyczna, gdyby nie ponad 100 mln złotych wypłaconych odszkodowań w ostatnich latach. Sytuacja od lat ma również wpływ na rozwój lotniska, ponieważ w przeciwieństwie do innych miast, nie ma środków finansowych, dzięki którym mogłoby pozwolić sobie na zwiększenie atrakcyjności dla linii lotniczych, które mogłyby otwierać z Poznania nowe trasy. W ten sposób tracą pasażerowie, którzy mają nieco mniejszą siatkę połączeń do wyboru.
Komentarz został wysłany. Dziękujemy!
 Błąd: {{error}}
{{ comment.disabled == 1 ? '[Treść usunięta przez Administratora]' : comment.content}}
{{ comment.author}}, {{ comment.createdDate}}
{{comment.error}}
  • 1

Najpopularniejsze

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Ruch drogowy

REKLAMA
REKLAMA