Migawki o fotografii w Poznaniu

Autor: Redakcja serwisu www.codziennypoznan.pl foto. archiwum
REKLAMA

Zapoczątkowanie fotografii w roku 1839, dało światu nowy sposób utrwalania obrazu otaczającej ówczesnej rzeczywistości. Przez dziesiątki lat pasjonaci fotografii podnosili techniki i jakość tworzonych zdjęć. Początkowo nieruchome obrazy tworzono, jak to teraz się określa „studyjne”, a wtedy w improwizowanych atelier, wykorzystując naturalne światło. Długi czas naświetlania specjalnie przygotowanych płyt, wymagał od fotografowanych osób niezwykłej cierpliwości, pozowania w nieruchomej pozie. Rozwijanie techniki fotografii, umożliwiało obniżanie kosztów a co za tym idzie zwiększenie liczby osób zamawiających swoje portrety, ale tylko w wersji czarno-białej.

Rzemieślnicy czy wręcz artyści fotografii mimo jeszcze prymitywnych, obszernych gabarytowo aparatów decydują się na wyjście w „teren” tworząc niezwykłe prace krajobrazów. Do naszych czasów przetrwało wiele prac z różnych epok, dając nam obraz przemijających trendów i mód. Fotografie te przekazują nam obraz kim byli nasi przodkowie, czym się pasjonowali, jak wyglądało ich życie, niekoniecznie świątecznie. Fotografie te mają swoje tajemnice warte odkrycia, odczytania, ale też szukania dalszego ciągu losów postaci utrwalonych na zdjęciach.
Poznań nawet w czasach zaborów pruskich nie odstawał technicznie od zachodnich ośrodków.  Mimo naporu germańskiego co bardziej zamożni poznaniacy narodowości polskiej decydowali się na założenie zakładów fotograficznych. Koszty jak na tamte czasy były równoważne z założeniem wielkiego tomu towarowego wraz z wyposażeniem i zakupem najlepszych jak na tamte czasy towarów konfekcyjnych czy kolonialnych.   Warto tu wspomnieć o Balbinie Mirskiej. W wieku 57 lat, w roku 1875 XIX decyduje się na kupno od znanego fotografa niemieckiego Bernarda Filechne gotowego zakładu fotograficznego jako nowinki tańszej i łatwiejszej w utrwalaniu obrazu, niż obrazy malowane przez renomowanych portrecistów. Kupując zakład przy ówczesnej ulicy Fryderykowskiej 25 (obecna 23 Lutego), stała się pionierką wśród kobiet zajmujących się tą profesją. Mimo opornych działań ze stron władz pruskich wrażliwych na polskie przejawy gospodarcze rozwija swoją działalność, tworząc nowe filie, w ścisłym centrum Poznania. Zakłady pod szyldem „E. Mirska” (używała także imion: Emma, Emilia), przy swej działalności usługowej, prowadziły także szkolenia dla przyszłych adeptów powstającej profesji, szczególnie dla kobiet z pozytywnym efektem. Takim przykładem, były Aniela i Eufemia Rivoli, założycielki zakładu fotograficznego przy ul. Berlińskiej 7 (dzisiejsza ul. 27 Grudnia) w roku 1878, czy też otwarcie następnego kobiecego zakładu przez siostry Karskie przy ulicy Wilhelmowskiej 11, dało początki udziału kobiet w tejże ciekawej profesji ówczesnych czasów. Udział mężczyzn też był znaczny. Powstają liczne zakłady dorównujące także zakładom w rękach niemieckich.
Męskim przykładem jest działalność Romana Stanisława Ulatowskiego niedoszłego fryzjera, a znakomitego pejzażysty i przedsiębiorcy. Początki przygody Ulatowskiego miały miejsce właśnie w zakładzie E. Mirskiej przy Placu Wilhelmowskim 3 (obecnie Plac Wolności). Niespokojna dusza i ambicja młodego Ulatowskiego dążyła do samodzielności. Po sześcioletnim pobycie w Bydgoszczy, Ulatowski powraca ponownie do Poznania w 1914 roku, aby otworzyć własną pracownię, także przy Placu Wilhemowskim pod numerem 17, obok Polskiego Domu Przemysłowego, swoistej ostoi polskości w zgermanizowanym Poznaniu. Pracownia ta mieściła się na poddaszu kamienicy, wystarczająca na potrzeby fotografika, który swoje prace wykonywał poza atelier, na potrzeby miasta – dokumentował zabytki i ich wnętrza, czy też wykonywał usługi dla poznańskich teatrów, szczególnie w okresie międzywojennym. Oprócz pasji fotografowania, Ulatowski był zdolnym przedsiębiorcą, sprzedawał swoje prace w formie albumów, pocztówek czy też do prasy ogólnopolskiej. Do dziś znane są tzw „Teki”, albumy tematyczne z widokami Poznania, czy też fragmentami dzieł sztuki architektonicznych i dekoracyjnych.
W marcu 1939 roku, Ulatowski przenosi swój zakład na Aleje Marcinkowskiego tuż obok Muzeum Wielkopolskiego, w którym także dokumentował wystawiane dzieła sztuki na zlecenie władz miasta. Tą szczególną działalność znakomitego fotografika przerwała wojna i okupacja niemiecka. Włączenie Poznania do Rzeszy, pozbawia Ulatowskiego zakładu wraz z wyposażeniem. Podczas walk między wojskami radzieckimi a hitlerowskimi w roku 1945, była pracownia ulega spaleniu, a w niej ukryte wcześniej przed okupantem, płyty i klisze. Czas powojenny to próba odbudowania zbiorów i praca w pracowni fotograficznej przy ówczesnym Zarządzie Miejski, gdzie dokumentował zniszczenia wojenne Poznania. Mówiąc o zniszczeniach Poznania należy także wspomnieć o Zbigniewie Zielonackim. Zbigniew Zielonacki rodowity Poznaniak, swoją przygodę z fotografią rozpoczął, pracując jako kierownik pracowni fotograficznej w poczytnym „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”. Jednak pasja poznawania otaczającego świata pociąga Zielonackiego w teren. Być może kierowany lokalnym patriotyzmem przechodzi do redakcji „Dziennika Poznańskiego” na równoważne stanowisko.
To tu dopiero rozwija swoją pasję pracy w terenie. Jest zawsze tam, gdzie dzieje się coś ważnego czy to sportowe zmagania, czy też wydarzenia na pograniczu katastrof, zamieszek wyborczych czy też wydarzeń kulturalnych. Jak w przypadku R.S. Ulatowskiego czas wojny przerywa działalność reportera, który świadom działań przyszłych okupantów ukrywa posiadane redakcyjne aparaty fotograficzne. Władze okupacyjne wiedząc o jego działalności nakazując wydanie sprzętu. Niezachwiana postawa Zielonackiego uchroniła posiadane aparaty od konfiskaty i przyczyniła się do dalszej działalności, już po zakończeniu okupacji niemieckiej. Czas okupacji to też osobiste przeżycia. Pracując u niemieckiego właściciela w zakładzie fotograficznym Foto Thomas przy dzisiejszej ulicy F. D. Roosevelta był z powodów donosów właściciela, więziony tymczasowo w Forcie VII, na kilka dni do czasu wyjaśnienia. W Forcie VII był więziony czterokrotnie. W styczniu 1945 roku jeszcze podczas działań wojennych w Poznaniu, Zbigniew Zielonacki wydobytymi z ukrycia aparatami, dokonuje pierwszej dokumentacji działań wojennych. Aby uniknąć posadzenia o szpiegostwo, reporter uzyskuje od ówczesnych władz miasta specjalne przepustki, umożliwiające mu swobodne poruszanie się po mieście. Zakończenie działań to dokonywanie zdjęć reporterskich, nie tylko zniszczeń w urbanistyce miasta, ale także co ważne, zbrodni hitlerowskich w mieście Poznaniu. Jako jedyny reporter zostaje dopuszczony do procesu, a później publicznej egzekucji na stokach Fortu Winiary, wykonanej na byłym namiestniku Kraju Warty, Arthur Karl Greiser (pisownia oryginalna) w dniu 21 lipca 1946 roku. Po wojnie Zbigniew otwiera swój zakład przy ul. 27 Grudnia pod nazwą „Reporter”, a w 1946 roku zmienia na bardziej wyróżniające się wśród nowo powstających zakładów - „Foto Van Dick”.
Tak powstały zakład fotograficzny prowadził swoją działalność przez blisko 50-siąt lat i został zamknięty w 1991 roku, przez syna Zbigniewa, Jerzego kończąc jakże zasłużoną działalność rodzinny dla zachowania przeszłości Poznania w fotograficznym ujęciu. Warto też wspomnieć o Kazimierzu Gregerze. Urodzony w Inowrocławiu, związał się z Poznaniem. Tutaj ukończył gimnazjum, tutaj także rozpoczął swoją działalność zawodową poświęconą fotografii. Tak jak inni pasjonaci rozwijającej się fotografii, tak Gregier doskonali swój warsztat zawodowy i wyposażana w najnowocześniejszy sprzęt, jak na tamte czasy. Umiejscowienie zakładu fotograficznego i sklepu w kamienicy praktycznie w sąsiedztwie Placu Wilhelmowskiego (dzisiaj Plac Wolności), przy ulicy 27 Grudnia 18-20, pozwala mu w roku 1918 na bezpośrednie uczestnictwo w wydarzeniach rozpalającego się Powstania Wielkopolskiego i dokumentowania dalszych wydarzeń.
Temu dokumentaliście zawdzięczamy niezapomniane ujęcia przemarszu powstańców podczas defilady na Placu Wolności, czy też przysięgę powstańczą dowódców powstania. Zdjęcia z tych wydarzeń były umieszczane w różnych albumach, wydaniach gazetowych, a także w formie pocztówek. W czasie między wojennym Greger rozwija swój zakład fotograficzny w duże przedsiębiorstwo o zasięgu krajowym, zyskując coraz więcej klientów, pasjonatów fotografii. Dla nich to stworzył „Wiadomości Fotograficzne” o nakładzie 5000 szt. egz., a także wydawał rocznik „Poradnik Foto Gregera”. Szeroka działalność także zostaje przerwana pożogą wojenną i okupacją niemiecką, niszcząc wybitną działalność kolejnego fotografa zasłużonego dla polskiej fotografii. Czas powojenny nie pozwala na powrót do szerokiej działalności i przesuwa tą postać w panteon polskich fotografików dla naszej pamięci, którą należy przekazywać potomnym, spadkobiercą naszych dokonań.

Komentarz został wysłany. Dziękujemy!
 Błąd: {{error}}
{{ comment.disabled == 1 ? '[Treść usunięta przez Administratora]' : comment.content}}
{{ comment.author}}, {{ comment.createdDate}}
{{comment.error}}
  • 1

Najpopularniejsze

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Ruch drogowy

REKLAMA
REKLAMA