Bałagan na Świerczewie – kto posprząta?

Resztki starych opon, obudowa starego i bardzo dużego telewizora, jakieś papiery, mnóstwo drobniejszych śmieci – tak wygląda teren położony w samym środku urokliwego osiedla przedwojennych domków jednorodzinnych.

Osiedle rozciąga się tuż za dworcem Poznań Dębiec – kolonia ładnie utrzymanych domów otoczonych starannie pielęgnowanymi ogródkami, tuż obok starego cmentarza jest jednym z wyjątkowo ładnych zakątków Poznania. Domeczki i szeregowce są niewielkie, ale w większości zadbane i kolorowe, a spacer po wąziutkich uliczkach w kierunku starego cmentarza przy Samotnej jest ogromną przyjemnością.

Ale w samym środku tej enklawy, między ulicami Bielską, Wiązową, Jabłonkowską i Ustrońską znajduje się zapuszczony, brudny, pełen śmieci teren wyglądający, jakby do nikogo nie należał. Kiedyś był ogrodzony: Wokół niego stoją jeszcze solidne betonowe słupy z resztkami siatki. Ale siatka jest w takim stanie, że nie stanowi żadnej przeszkody dla tych, którzy chcieliby tam wejść.

Chętnych znajduje się sporo: świadczą o tym pozostawione po nich śmieci. Można tam znaleźć wszystko: od starego telewizora po bogaty zestaw resztek różnych kanap. Drobniejszych śmieci i rozbitego szkła też nie brakuje, widocznie to miejsce cieszące się popularnością wśród okolicznych miłośników alkoholowych biesiad pod gołym niebem. Sąsiedzi wprawdzie nie uważają ich za bardzo dokuczliwych, ale…

– Pośpiewają czasem, pokrzyczą, widocznie się kłócą czy coś, ale niedługo i nigdy późno w nocy, więc się ludzie nie skarżą, bo na co – wyjaśnia pani Alicja, która mieszka przy Opolskiej, a tu chodzi w odwiedziny do koleżanki jeszcze ze szkoły. – Ale jak tak przechodzę i patrzę, to myślę, jakie by to mogło być ładne miejsce, gdyby ktoś tam posprzątał.

Pani Alicja nie wie, co to za teren, bo nigdy się tym nie interesowała. I nie pamięta, żeby kiedykolwiek wyglądał inaczej.
– Tyle że ogrodzenie kiedyś było w lepszym stanie – mówi. – Ja zawsze myślałam, że tam był park, bo w środku to jakby fontanna jest, to znaczy była, bo tylko taki basen został. Ale teraz tak to wszystko zarosło, może go już nie ma, nie wiem.

Pani Anna Czajkowska, która do nas napisała w sprawie tego terenu, też nie pamięta, żeby kiedykolwiek wyglądał inaczej, ale niepokoi ją towarzystwo, jakie się tam zbiera.  “Jest tam też coraz więcej śmieci, których nikt nie sprząta i w upalne dni tam po prostu śmierdzi” – pisze pani Anna. – “Jeśli nadal się tym nikt nie zajmie, to będziemy tam mieli najpierw nielegalne wysypisko śmieci, a potem wylęgarnię szczurów i chorób. Czy nikt nie może zadbać o ten teren?”

Zgodnie z polskim prawem o teren powinien dbać jego właściciel. Dbanie obejmuje też konieczność wywózki śmieci.
– Jak ustaliliśmy, teren jest prywatny – wyjaśnia Przemysław Piwecki, rzecznik prasowy poznańskiej straży miejskiej, która wzięła teren pod lupę właśnie ze względu na śmieci. – Ale właścicieli jest co najmniej dziewięciu…

Zgłoszeń w sprawie bezdomnych czy zakłócenia porządku z tej okolicy strażnicy nie dostawali, ale i tak chcą się skontaktować z właścicielami w sprawie sprzątania. Szkoda tylko, że by przypomnieć właścicielom o tak oczywistej wydawałoby się sprawie, jak sprzątanie swojej posesji, trzeba aż wizyty strażników miejskich. To chyba nie bardzo po poznańsku.